logo
strona główna sylwetka wywiady zdjęcia archiwum czat linki autorzy e-mail
en english version
wywiady
Lista:
Rozmowa z
Teofilem Czerwińskim
Rozmowa z Gosią
po Mistrzostwach Europy
Rozmowa z Gosią
w trakcie Pucharu Świata
Rozmowa z trenerem Andrzejem Niemczykiem
po Pucharze Świata
Rozmowa z Gosią
po Pucharze Świata

Rozmowa z trenerem Teofilem Czerwińskim

Małgorzata Glinka i Katarzyna Skowrońska to czołowe siatkarki reprezentacji Polski, która tydzień temu wywalczyła mistrzostwo Europy. Spotkały się dopiero w drużynie narodowej, choć zaczynały w tym samym klubie Skra Warszawa u tego samego trenera Teofila Czerwińskiego
- Wiedziałem, że wyrosną z nich wielkie siatkarki - mówi Czerwiński. Dziś nie jest już szkoleniowcem Skry. Nie wychowuje być może nowych mistrzyń Europy dla klubu z Wawelskiej. Trenuje juniorki w prężnym klubie z Targówka - Sparta. A Skra, którą Czerwiński m.in. przy dużej zasłudze Glinki z II ligi wprowadził do I ligi, praktycznie już nie istnieje.

Dariusz Sokołowski: Pamięta Pan jeszcze początki Glinki i Skowrońskiej w Skrze?

Teofil Czerwiński: Zobaczyłem je na szkolnych zawodach. Najpierw Gosię, a parę lat później Kasię. Zaprosiłem na treningi. Znacznie dłużej pracowałem z Gosią, która równie szybko poznawała tajniki gry i rosła. Pierwsze notatki w moim dzienniku mówią o 174 cm wzrostu, a ostatnie o 191 cm. To daje około pięciu centymetrów rocznie. Szybko się uczyła. Któregoś razu, widząc jej postępy, zaproponowałem, żeby spróbowała zagrywki z wyskoku. Opanowała to bez trudu, a niebawem, gdy w jednym z meczów przegrywaliśmy w decydującym secie 5:13, dzięki tym serwisom wygraliśmy 15:13.

Mógł Pan przypuszczać, że kiedyś będzie o nich tak głośno?

- Jestem chyba najstarszym czynnym trenerem w Polsce i pracowałem z setkami dziewcząt. Miałem trenerskiego nosa i wiedziałem, że wyrosną z nich dobre siatkarki. Były to smukłe, wysokie i skoczne dziewczyny, które poruszały się niemal jak baletnice. Trzeba było tylko nauczyć je techniki. Mama Gosi miała sporo obaw, czy sport jest jej córce potrzebny. Powiedziałem jej wtedy, że za jakiś czas Gosia będzie zarabiać więcej niż cała ich rodzina. Oburzyła się, ale po kilku latach przyznała mi rację.

W Skrze obydwie szybko zaczęły odnosić sukcesy

- Obydwie zdobywały dla Skry medale mistrzostw Polski różnych kategorii wiekowych i na wielu imprezach wybierano je na najlepsze atakujące. Gosi po raz pierwszy przyznano ten tytuł już po półtora roku treningów na mistrzostwach młodziczek, a po raz ostatni na mistrzostwach świata juniorek

To jednak tylko Glinka zaczęła potem robić zawrotną karierę...

- Gosia została powołana do reprezentacji juniorek, wprowadzając w osłupienie trenera Jana Rysia, gdy bez problemu złapała za obręcz od kosza. Ryś chciał ją przestawić z ataku na rozegranie, ale na szczęście udało mi się odwieść go od tego zamiaru. Rok później występowała już jednocześnie w kadrze juniorskiej i seniorskiej. W tym czasie weszliśmy ze Skrą najpierw do II ligi, a potem do I ligi Serii B, po czym sama już przeniosła się do najlepszych drużyn w kraju [po dwa lata w Dick Black Andrychów i Augusto Kalisz - red.], by w końcu trafić do Włoch. Gdy odchodziła ze Skry, była już zawodniczką wysokiej klasy, która potem mogła się tylko doskonalić. Kasi potrzeba zaś było jeszcze trochę czasu.

Czy szybki rozwój i kolejne sportowe awanse Glinki nie kosztowały zbyt wiele?

- Między jedną i drugą reprezentacją oraz klubem, ciągłymi obozami i treningami faktycznie brakowało nieraz czasu. Żeby w szkole nie było zaległości, należało czasami wziąć książkę i odpytywać ją w drodze na zawody. Młoda siatkarka, by być kimś, musi przecież nie tylko grać w siatkówkę, ale także dobrze się uczyć.

Czy gdyby obydwie zostały w Skrze, mogłyby dziś być najlepszymi siatkarkami Europy?

- Na pewno nie jest dobrze, jeśli siatkarka gra ciągle w tym samym klubie. Trzeba popracować w różnych drużynach, z różnymi trenerami, ogrywając się tak, jak robiła to Gosia. Ona teraz potrafi świetnie bronić i atakować z każdego niemal miejsca na boisku, w tym także z drugiej linii, co jest przecież domeną mężczyzn. Z Kasią było już nieco inaczej. Na kilka lat trafiła do Szkoły Mistrzostwa Sportowego, gdzie zaszufladkowano ją jako środkową, choć wcześniej była najlepszą atakującą Polski juniorek! Na codziennych treningach uczyła się ciągle tego samego, ale przez to wyrosła z niej wybitna specjalistka na tej pozycji. Gdy poszła do Dantera Poznań, klubem tym zarządzał Andrzej Niemczyk, który niedawno, już jako trener kadry, powołał ją do reprezentacji. To był strzał w dziesiątkę!

Czy fakt, że Skowrońska jest młodsza od Glinki o pięć lat, a obydwie osiągnęły ten sam wielki sukces, nie otwiera przed pierwszą z nich szerszych perspektyw?

- Gosia gra znacznie dłużej i ma lepsze warunki fizyczne. Kasia mimo swych 188 cm wzrostu wygląda przy niej dość filigranowo. Kasia jest drobniejsza i równie dobrze co w siatkówce mogłaby teraz robić karierę modelki. Brak jej tej siły, którą ma Gosia, ale nie oznacza to, że nie mogłaby już teraz jechać do Włoch. Jedno jest pewne - gdy grają razem, tworzą jeden z najlepszych bloków w Europie.

Skowrońska miała więc dużo szczęścia, że trafiła na Niemczyka. Szczęścia tego zabrakło innej byłej siatkarce Skry Joannie Szeszko, która wypadła z kadry dzień przed wyjazdem na finały...

- Gdyby młoda Anna Podolec, która zajęła jej miejsce, grała potem w szóstce, nie miałbym żadnych wątpliwości. Tymczasem nie mogłem zrozumieć tej decyzji. Szeszko jest przecież bardziej doświadczoną i wszechstronną siatkarką, która może grać nie tylko jako środkowa. Poza tym seniorka to nie to samo co juniorka. Szkoda, bo kolejna dziewczyna ze Skry mogłaby dziś przeżywać wielkie chwile. Trener kadry ma jednak swoją koncepcję.

Nie żal Panu patrzeć na klub, który tak jak Pan powinien dziś cieszyć się z medali swoich wychowanek na mistrzostwach Europy, a zamiast tego przestaje istnieć?

- Nie chcę tego komentować.

Ze względu na grę Glinki i Skowrońskiej mistrzostwa Europy przeżywał Pan chyba wyjątkowo?

- Adrenalina bardzo mi się podnosiła i serce mocniej biło, gdy patrzyłem na fantastycznie grające Polki, a zwłaszcza na Gosię i Kasię. Ja te dziewczyny uczyłem gry w siatkówkę, a teraz one są mistrzyniami Europy, zaś pierwsza z nich została najlepszą zawodniczką na kontynencie! To, co ona wyprawiała, nie mieściło się w głowie. Przecież jej 40 punktów w meczu z Niemkami to absolutny rekord!

Czy można powiedzieć, że mistrzowskie tytuły Glinki i Skowrońskiej to dla Pana powód do największej trenerskiej satysfakcji w karierze?

- Na pewno jeden z największych. Kilkanaście siatkarek, które wprowadzałem do siatkówki, grało w narodowej kadrze juniorek i seniorek. Jedną z nich wybrano nawet kiedyś do młodzieżowej reprezentacji Europy, tyle że wtedy była to zupełnie inna siatkówka.

Miał Pan okazję pogratulować im na lotnisku?

- Dla obydwu miałem kwiaty. Na szczęście dostrzegły mnie w tłumie, gdy jako ostatnie pojawiły się prowadzone przez ochroniarzy. Poprosiły, by mnie wpuścić, dzięki czemu mogłem je wyściskać i powiedzieć, że jestem z nich dumny. Zostałem przy tym zaproszony na ślub Gosi, który odbędzie się w przyszłym roku.

Obydwie są teraz wielkimi gwiazdami i jest wokół nich bardzo wiele szumu. Czy one potrafią sobie z tym poradzić?

- Jestem spokojny, że tak. Jako trener zawsze byłem surowy. Nie chwalę, a wytykam błędy, nie tylko te siatkarskie, ale także życiowe. One są dobrze wychowane przez rodziców i nie zadzierają nosa. Woda sodowa na pewno im do głowy nie uderzy.

Czy sukces polskiej drużyny wpłynie na wzrost popularności żeńskiej siatkówki? Może zobaczył Pan to już na swoich treningach?

- Na pewno wzrośnie popularność, ale z przykrością stwierdzam, że nie wykorzystało się tego sukcesu jak należy. Meczów Polek nie dało się obejrzeć w telewizji. Moje zawodniczki słyszały o Kasi i Gosi i mówią teraz, że chcą grać tak jak one, ale poza samym finałem nie mogły ich widzieć w akcji. Miały jednak sporo frajdy na ostatnim treningu, na który Kasia przyprowadziła swoją młodszą kuzynkę.

Ma Pan już kandydatki na kolejne wybitne siatkarki?

- W Sparcie Warszawa mamy teraz dwie dziewczynki z pierwszej klasy gimnazjum o świetnych warunkach fizycznych - 184 i 185 cm wzrostu. Grają w siatkówkę od roku, ale już pojechały na turniej "Nadziei olimpijskich". Prezentują podobny poziom co Glinka i Skowrońska w tym samym wieku i wróżę im, że pójdą w ich ślady.



Teofil Czerwiński

Ur. 1927 r. w Kałuszynie. Wychowanek YMCA Warszawa. Występował także w warszawskich klubach: Polonii, Gwardii, Spójni i Legii, zdobywając z nimi srebrne i brązowe medale mistrzostw Polski. W 1949 r. debiutował w reprezentacji Polski na festiwalu w Berlinie. Uczestniczył w Mistrzostwach Świata w Moskwie (1952) i Mistrzostwach Europy w Paryżu (1955), rozgrywając w kadrze 32 mecze. Karierę trenerską rozpoczynał w Gwardii, prowadził potem klub Zdrowie (przy Ministerstwie Zdrowia), by na 12 lat osiąść w Spójni. Potem wyjechał do Włoch, by z klubem Aosta Cogne awansować do ekstraklasy i zdobyć wicemistrzostwo kraju. Po powrocie do Polski od podstaw tworzył siatkówkę w Skrze, awansując do I ligi Serii B. Obecnie na warszawskim Targówku pracuje w MUKS Sparta. W swoim dorobku ma wiele medali młodzieżowych mistrzostw Polski.

Dodano 05-11-2003 12:30 (źródło: gazeta.pl)

strona główna  sylwetka  wywiady  zdjęcia  archiwum
czat  linki  autorzy  e-mail
WWW.FRIKO.PL
COPYRIGHT © 2003  www.glinka.friko.pl